Nasza strona www używa technologii Ciasteczek (Cookie). Korzystanie z serwisu oznacza Twoją zgodę na ich używanie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Sprawdź politykę prywatności.

Renault Twingo – SPA-ce Shuttle

Testy i prezentacje - 28 listopada 2011

Moje życie jest wypełnione po brzegi. Przyjemnościami. Śniadanko, sprawdzenie maili (telepraca rządzi), kilka telefonów do koleżanek, ulubiony program w TV do ulubionej kawy i pobliski klub sportowy. Wieczorem wiadomo, sms do przyjaciela i wyjście z nim na miasto. Choć wyjście to może za dużo powiedziane, bo mieszkam w centrum i wszędzie mam tak blisko, że więcej kilometrów robię z salonu do kuchni niż po swojej dzielnicy.

I wszystko było pięknie aż do pamiętnego dnia, w którym ta ruda laska, która dyszy teraz na bieżni obok, poleciła mi najlepsze SPA w mieście. Tyle, że moje miasto nie jest małe i SPA, jak na złość, znalazło się ładnych kilka przecznic dalej. A do tego, jak na złość, rzeczywiście było najlepsze. Musiałam więc zdobyć drugiego przyjaciela – czterokołowego. I zaczęło się…

Czy ktoś mnie słucha?

Niektórzy ludzie naprawdę uwielbiają wszystko komplikować. Zamiast skupić się na moich prawdziwych potrzebach, sprzedawcy w salonach zaczynają dorabiać do prostych rzeczy takie ideologie, że mi głowa pęka. Może dlatego, że widzą dziewczynę? Cholerny stereotyp. Chcą mi wcisnąć wszystko co mają w swoich cennikach, byle by na końcu wyszła jakaś sześciocyfrowa kwota. A przecież tłumaczę. Ma być mały. Ma jechać. Ma wyglądać. Koleżanki mają powiedzieć coś miłego na jego widok, ale nie mogą mi zazdrościć, bo tego nie lubię. Wystarczy, że mi zazdroszczą moich naturalnych blond włosów.

Terenówka? To nie dla mnie. Duże kłopoty z parkowaniem murowane. A może auto sportowe? Rzeczywiście jest małe. I stylowe. Ale jak zobaczyłam cennik to mało mi z wrażenia lakier z paznokci nie odpadł. Kolejny salon i przystojniak zachwalający technologiczny poziom swoich aut. System taki, system owaki… po co mam to wszystko kupować, ja potrzebuje auta, a ten chce mi sprzedać jakiś Space Shuttle. A ja potrzebuje SPA Shuttle.

Miss Sixty

Kolejny salon i nareszcie coś mam. Autko jest małe, zgrabne i ma rzadki kolor zimnego różu. Podchodzę i widzę, że to będzie coś naprawdę ciekawego. W życiu bym nie wsiadła do auta pomalowanego w kwiatki, nie jestem przecież jakąś Barbie – jednak na tym maluszku jest to zrobione z wyczuciem. Ledwo widoczne, delikatne florystyczne wzory pojawiają się zaledwie w paru miejscach. Z kolei różowe felgi to już przesada, ale całość do zaakceptowania.

Zaglądam do środka i widzę, że ktoś tu był konsekwentny. Pokrętła, klamki, wszelkie przeszycia, a nawet skórzane wstawki w welurowych fotelach są zrobione w kolorze nadwozia, czyli… powiedzmy to wprost – są różowe. Skórzana jest też kierownica i obszycie pięknie zaokrąglonego daszka nad ekranami komputerów pokładowych. Auto wygląda na przyjemne i stylowe, choć pewnie znów kosztuje majątek…

Sprzedawca widzi chyba błysk w moim oku, bo przestaje nawijać jak najęty, tylko wreszcie zaczyna spokojnie informować, że mam przed sobą model Renault Twingo w limitowanej wersji Miss Sixty (ale numer – mam nawet w szafie coś od nich) i w kolorze Bohemian Pink.

Po nudnych szczegółach75-konnego silnika, 5-biegowej skrzyni biegów i klimatyzacji w standardzie przeszliśmy do ciekawostek. Okazało się, że auto ma w środku uchwyt na pomadkę i eyeliner, a wzór w kwiatki pojawia się także na tapicerce drzwi i nawet na wycieraczce pod nogami pasażera. No dobra, z wycieraczką też przesadzili, ale reszta trzyma się kupy. I naprawdę mi się podoba. Ojej, jeszcze nie zapytałam o cenę…

Nie dbam specjalnie o ilość miejsca za mną i mimo namowy sprzedawcy nie polazłam przymierzać tylnej kanapy (nie w tej spódnicy), ale gość był uparty – sam się zapakował do tyłu i zademonstrował, że wcale nie jest mu ciasno. Akurat – kolana pod brodą świadczyły o czym innym, choć po odsunięciu tylnego fotela do bagażnika nie było już tak źle.

Moja reakcja na bagażnik wprawiła faceta w zakłopotanie. Zamiast marudzić, że jest za mały, ucieszyłam się, że moje torby z zakupami nie będą na zakrętach latać po bagażniku wielkości boiska do piłki nożnej. Optymalnie dla mnie, ale przejdźmy do konkretów. Ile? Teraz to ja czuje się zakłopotana. Cena jest trzykrotnie niższa, niż w poprzednim salonie. A mi wszystko pasuje. Tak fajne auto za niecałe 39 tysięcy? Gdzie jest haczyk?

Haczyk

Jeździłam tym autem przez kilka miesięcy i nie znalazłam haczyka. W sumie to nie szukałam, bo maluszek jest taki jakiego chciałam. Do tego mało pali i nikt na bieżni nie podstawi mi nogi z zazdrości. Jest jak dobry czterokołowy przyjaciel, a u przyjaciół nie należy na siłę wyszukiwać wad, prawda?

Ja tak uważam, ale mój dwunożny przyjaciel już niekoniecznie. Kilka dni temu wyliczył, że jest najciemniejsze zaćmienie księżyca w tym roku, upewnił się, że nikt z kumpli nie zbliży się do mojej ulicy na odległość rzutu iPhonem, nasunął czapeczkę z daszkiem nisko na oczy i pojechał, jak to powiedział, na „testdrajw”.

Wrócił po godzinie i powiedział, że tylko kobieta może pokochać to wozidełko, bo różowy kolor to nie jedyna jego wada. Silnik nie radzi sobie z autem przy wyższych prędkościach. Mała masa samochodu maskuje co prawda niską moc w mieście, ale na autostradzie pod górkę auto na pełnym gazie zaczyna zwalniać, a rozpędzone z górki zaczyna delikatnie pływać po drodze. Reflektory mogły by świecić nieco mocniej.

Kierownica jest wg niego powiązana z kołami kijem od grabi, bo układ kierownicy wcale nie jest precyzyjny. Wyciszenie jest też przeciętne, a więc obrotomierz przed oczami jest zbędny. I wreszcie – że obraz we wstecznym lusterku drży od wibracji. Cóż to za wady? – odpowiedziałam. Jeżdżę tym autem nie od wczoraj i nie zauważyłam żadnej z nich.

Na przykład wibracji w lusterku nie dostrzegam, przecież nie poprawiam makijażu podczas jazdy, tylko jak stoję na światłach. Mi w tym aucie brakuje co najwyżej automatycznej skrzyni biegów, bo nietrudno o włączenie jedynki zamiast wstecznego – poza tym mi w nim wszystko pasuje. Może niewiele wymagam? A może on te wady wymyślił, aby mnie zmusić do zakupu czegoś droższego? Nie będę się tym przejmować. Najważniejsze jest, że jeżdżę swoim SPA Shuttlem do najlepszego SPA w mieście. Mam na to mnóstwo pieniędzy, bo nie wydałam dużo na auto. Mały. Tani. Jeździ. Wygląda. A do tego jest mój. I niech tak zostanie!

Komentarze (0)

Nikt nie dodał jeszcze komentarza do tego wpisu.

Dodaj komentarz