Nasza strona www używa technologii Ciasteczek (Cookie). Korzystanie z serwisu oznacza Twoją zgodę na ich używanie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Sprawdź politykę prywatności.

Jak ustrzec się przed kupieniem złomu?

Poradnik kierującej - 9 grudnia 2014

To już chwila. Jutro idziesz oglądać upatrzony w komisie samochód. Sama. Bez względu na to, czy będzie to kilkuletnia limuzyna, sportowe coupe od Niemca, który płakał jak sprzedawał, czy kombi z niewielkim przebiegiem dobrze się mu przyjrzyj. Zwłaszcza gdy sprzedawca zapewnia, że kupujesz tzw. samochód bezwypadkowy. Takie oględziny nie zastąpią oczywiście dalszej kontroli w serwisie, ale powiedzą czy w ogóle warto tracić na nią czas i pieniądze. Może zabrzmi to dziwnie, ale nie zapomnij zabrać ze sobą magnesu z lodówki.

Kosmetyki potrafią zdziałać cuda, nie tylko jeśli chodzi o wygładzenie zmarszczek i przebarwień na Twojej twarzy. Zaskoczę Cię. Te do samochodów są dużo lepsze. Idealnie ukryją wszelkie defekty karoserii i tapicerki. Jak je zdemaskować?

Szczególną uwagę zwróć, gdy masz przed oczyma auto, które lśni bardziej niż Twoje paznokcie. Kilkuletni samochód nigdy nie ma lakieru, który wygląda jak fabrycznie nowy. Powinien być naturalnie zmatowiały, co wynika z procesu użytkowania, powinnaś znaleźć też delikatne odpryski farby spowodowane uderzeniem drobnych kamyków. Jeśli masz do czynienia z samochodem pomalowanym tylko z zewnątrz, tuż przed wystawieniem na sprzedaż nie będzie na nim żadnych drobnych zarysowań oraz rys, które zazwyczaj pojawiają się po kilku miesiącach, gdy korzystamy z myjni automatycznej. Poza tym odcień lakieru w kabinie będzie nieco inny.

Teraz czas na spacer. Oczywiście nie do parku, ale wokół samochodu. Przyjrzyj się, czy poszczególne elementy: drzwi, maska, tylna klapa i pozostała część karoserii nie różnią się odcieniem lakieru, jedne nie błyszczą mocniej niż inne. Spójrz, czy duże powierzchnie są idealnie równe i gładkie. Jeśli dostrzeżesz różnice, nie zapomnij przy ostatecznych oględzinach w warsztacie samochodowym na tych elementach sprawdzić grubości powłoki lakierniczej. Fabryczny lakier ma grubość od 80 do 200 mikronów. W międzyczasie wyjmij z torebki magnes zdjęty z lodówki. Przyłóż go do różnych miejsc na każdym większym elemencie karoserii. Powinien się trzymać. Jeśli tak nie jest, oznacza to, że pod lakierem kryje się gruba warstwa wypełniacza, szpachli lub innej pasty, o ile oczywiście nie masz do czynienia z karoserią z włókna szklanego.

Weź pod lupę także miejsca, w których najczęściej pojawia się rdza: pokrywa silnika, podszybie, klapa bagażnika, nadkola, progi drzwi.
Jeśli blacha nie budzi większych zastrzeżeń, spójrz na plastiki. Przetrzyj je gąbką. Nawet mocno wyblakłe po użyciu czernidła odzyskają kolor i będą wyglądać jak nowe. Obejrzyj felgi. Raczej nie powinieneś wierzyć w zapewnienia, że zostały polakierowane dla zabawy.Sprawdźmy daty na szybach i numery nadwozia z dokumentami samochodu. Jeśli daty różnią się, można przypuszczać, że szyby zostały wymienione po wypadku.
Lekcja pierwsza odrobiona.

Teraz otwórz drzwi do kabiny. Tu musisz być wyjątkowo czujna, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wnętrze zrobi na tobie wrażenie. Przyjrzyj się takim elementom, jak lewarek zmiany biegów, kierownica czy nakładki na pedały. Jeżeli są mocno wytarte, jest to znak, że pojazd był intensywnie eksploatowany. Szczególną czujność musisz zachować, gdy w aucie np. z lat 90. te elementy wyglądają jak nowe. Wtedy zwróć uwagę na ślady świadczące o ich wymianie: porysowane śruby, niezbyt stabilne mocowanie. Nieuczciwi handlarze w pierwszej kolejności pozbywają się drobnych, najbardziej zużytych elementów i zastępują je używanymi, ale w lepszym stanie. Często wymienia się kierownicę. Popularnym zabiegiem jest na przykład wyjmowanie zużytych foteli i zamontowanie lepiej zachowanych. Podejrzenia powinny wzbudzić ślady świeżego lakierowania w trudno dostępnych miejscach, np. przy mocowaniu foteli, pod dywanikami. Być może pojazd jest po wypadku.

Niektóre z tych czynności mogą wydawać się zbędne, ale każdy mały problem może stać się wielkim problemem, a każda wada może być argumentem do negocjacji ceny. Rzeczoznawcy, diagności, blacharze i mechanicy mówią, że siedem z dziesięciu samochodów w komisach ma ukryte wady.

Jeśli twoje oględziny nie zniechęcą Cię do transakcji, jedź do serwisu, w którym naprawiane są podobne modele samochodów i poproś o kontrolę sinika, skrzyni biegów i zawieszenia. Za taką usługę zapłacisz tyle co za markowe perfumy – 190-300 zł. Za to jednak będziesz miała większą pewność, że nie kupisz kota w worku ani złomu.

Komentarze (0)

Nikt nie dodał jeszcze komentarza do tego wpisu.

Dodaj komentarz