Nasza strona www używa technologii Ciasteczek (Cookie). Korzystanie z serwisu oznacza Twoją zgodę na ich używanie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Sprawdź politykę prywatności.

Auris, kusi młodych duchem

Testy i prezentacje - 7 stycznia 2011

Ależ "czaderska" konsola – krzyknęła koleżanka mojej 18-letniej córki zaglądając do wnętrza testowanej przeze mnie nowej Toyoty Auris. Osłupiałam. Do tego momentu byłam święcie przekonana, że ten model japońskiej marki trafia raczej w gust kobiet w średnim wieku, a nie nastolatek.

Postanawiam "zbadać sprawę". Zaglądam na fora. Czytam, że, niedawno zmieniony wygląd Aurisa, nie tylko zwiększa jego szansę w starciu z biegnącą z duchem czasu konkurencją, ale też przyciąga zupełnie nowe grono fanów. Dużo młodsze.

Biorę raz jeszcze nową generację modelu pod lupę i …Rzeczywiście, dostrzegam wiele elementów, po których wyraźnie widać, że zrobione zostały pod publiczkę lubiącą miejski lans. Auta wyprodukowane w 2010 roku mają bardziej ostre rysy i dynamiczniejszy wygląd. Muszę też przyznać, że teraz ich nadwozie bardziej zwraca na siebie uwagę. To między innymi zasługa zupełnie nowych, dużych reflektorów, przypominających kształtem diamenty, podczas szlifowania których jubilerzy oprócz tradycyjnych kształtów sięgnęli też po awangardowe asymetrie.

Nowy Auris ma też ładniejszą maskę i osłonę chłodnicy. Podoba mi się też zderzak z dość szerokim spojlerem, który sprawia, że sylwetka auta wydaje się niższa i bardziej masywna. Przechodzę do tyłu. Już na pierwszy rzut oka oceniam, że jeśli kupię córce identycznego Aurisa, to choćby z powodu 17-calowych felg, dwóch wydechów stanie czy się on obiektem zainteresowania kolegów. Kolejnym bajerem, który w mojej ocenie jest ukłonem projektantów w stronę młodych kierowców są chromowane listwy przy tablicy rejestracyjny i spojler na klapie bagażnika.

Nową Toyotę Auris odróżniają od poprzedniczki także lampy, które teraz zyskały „narodowe barwy” – u góry biel, na dole czerwień.
Co ciekawe, bez względu na perspektywę, z jakiej patrzę na nadwozie testowanej Toyoty, mam wrażenie, że wszystkie nowe elementy jakie się tu pojawiły, zostały tak zaprojektowane, żeby już daleka zapowiadać, że tym razem będziemy mieć do czynienia z samochodem ze sportowymi zapędami.

Zaintrygowana zajmuję miejsce kierowcy. Siedzę na miękkim fotelu, trzymam w dłoniach obszytą skórą niewielką, spłaszczoną na dole, sportową kierownicę, w której już w podstawowej wersji umieszczono przyciski sterowania radiem i komputerem pokładowym. Ścięta u dołu ma utrzymać kierowcę w przekonaniu, że jedzie sportowym samochodem.

Patrzę na trochę „żarówiasto” podświetlone na pomarańczowo zegary. Uśmiecham się na widok ich osłony. Jej kształt przywodzi mi na myśl spragnione pocałunku usta. Myślę, że fanów muzyki bardzo ucieszy też fakt, że dostaną do dyspozycji całkiem przyzwoity zestaw audio odtwarzający mp3, gniazda audio typu AUX i USB. Oceniam, że materiały wykończeniowe są delikatne w dotyku. Muszę jednak przyznać, że nowa szeroka konsola centralna, którą tak chwali się marka, w moich oczach wcale nie jest taka wyjątkowa. Z jednej strony pozwala poczuć się trochę jak w rajdówce. Żeby sterować przełącznikami nie trzeba nawet daleko wyciągać ręki, ale z mojego punku widzenia ma też bardzo ciemną stronę.

Daleko mi do rozmiarów „Pudziana”, a jednak mam wrażenie, że przydałoby się trochę więcej miejsca wokół mojego stanowiska dowodzenia. Przez to, że cały czas pilnuję się, aby nie zrobić żadnego gwałtownego ruchu i nie zaciągnąć oczka w pończochach, cała radość z lewarka umieszczonego wysoko, tuż pod ręką kierowcy, wygodnego podłokietnika, czy łatwych w obsłudze dużych pokręteł schodzi na drugi plan.

Będąc sprawiedliwym sędzią muszę też przyznać, że podoba mi się podwójny schowek przed pasażerem z przodu i dzielona kieszeń w poszyciach przednich drzwi. Uważam też, że żadnych niemiłych uwag na temat kabiny nie powinni mieć pasażerowie zajmujący tylną kanapę. Miejsca na nogi i nad głową jest dość i łatwo znaleźć bezpieczne miejsce na MP3, małego netebooka czy płyty z muzyką.
Właścicielki tego samochodu z całą pewnością nie będą narzekać też na bagażnik. Bez kłopotu przewiozą w nim porządne zakupy czy ekwipunek na tygodniową wyprawę na snowboard.

Czas na przejażdżkę. Już po kilku pierwszych chwilach jestem w stanie wydać opinię, że Toyota Auris jeździ naprawdę dobrze. Samochód jest znakomicie wygłuszony. Nawet jadąc ponad 100 km/h, można swobodnie rozmawiać. Usztywnione zawieszenie w modelach po modernizacji daje szanse poczuć naprawdę sportowe emocje. Nawet zimą na śliskich drogach Auris prowadzi się przewidywalnie i pewnie. Nadwozie ani na milimetr nie przechyla się na zakrętach, także przy ponad przepisowych prędkościach.

Ukryty pod maską testowanego samochodu topowy silnik benzynowy 1.6 Valvematic o mocy 132KM daje wiele radości podczas wyprzedzania i nie wywołuje stresów przy dystrybutorze. Zgodnie z tym co podaje producent przyspieszenie do „setki” trwa 10 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 195 km/h.

Średnie zużycie paliwa podczas jazdy po mieście utrzymywało się na poziomie 6,5 l benzyny/100 km. Na trasie, podczas stosowania zasad ekologicznej jazdy udalo mi się „zejść” do 6 litrów. Cennik nowego pokolenia tego modelu otwiera 3-drzwiowy Auris (1.33 VVT-i, Terra) sprzedawany, poza promocją za 57 100 PLN. Za model w wersji MY 2010 ) z silnikiem 1.6 Valvematic (132 KM) zapłacimy teraz 66 tys. PLN. Bogato wyposażony Dynamic z silnikiem 1.6 Valvematic i 17- calowymi kołami kosztuje 69 900 PLN

Komentarze (1)

josia

jest tu jakis artykul o auris hybrydowej? bo chcialam poznac kobeice spojrzenie na to autko 😉

30 grudnia 2014 18:09

Dodaj komentarz